Kilka słów o sobie samym, prozą pisanych.
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
RSS
poniedziałek, 02 czerwca 2008
Stop alergiom!
Chyba jednak się poddam.

Latające w warszawskim powietrzu pyłki próbują mnie wykończyć. Alergiczne reakcje dokuczają mi na tyle mocno, że od piątku leżę w łóżku i staram się nie wyłzawić oczu. Zamiast leniwie bujać się w hamaku z każdą chwilą muszę toczyć kolejną bitwę, której nie mogę wygrać. Na dodatek Żona jest "na zielonej szkole". Cóż, mnie zielona szkoła kojarzy się wyłącznie z kwitnącą trawą i zapuchniętymi powiekami.

Kończę już — raz, że widzę, że chyba myśli mi się plączą, dwa, że chwila wytchnienia zaraz się skończy i znowu wróci kichanie.

21:28, matheus.baere
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 maja 2008
Ktoś ukradł mój PageRank...
Ech, ciężkie jest życie niszowego bloga haiku.

Jeszcze do niedawna regularnie trafiali do mnie goście szukający informacji o malarstwie, mieszaniu kolorów, pełnej gamie barw czy malowaniu tuszem. Choć zapewne nie spodziewali się, że znajdą informację jak malować słowem to jednak czasem ktoś został by dowiedzieć się więcej, zostawił po sobie ślad, dodał motywacji.

Kilka dni temu odwróciła się łaskawość panującego nam wielmożnego Google'a i czasem tylko zajrzy ktoś szukając informacji jak poprawić statystki bloga — jakbym mógł to wiedzieć. Niedługo pewnie i to się skończy i przyjdzie mi zostać ostatnim czytelnikiem swojego zeszytu...

P.S. W swojej naiwności podejrzewam, że to zmiany w sposobie komentowania notek spowodowały taki efekt — widzę, że jeśli już ktoś do mnie trafi to raczej ze stron komentowania a nie bezpośrednio z Google'a.

22:54, matheus.baere
Link Komentarze (1) »
sobota, 29 lipca 2006
Ofiary upałów
Los bywa czasem ironiczny...

Po dwóch tygodniach mamy wreszcie chwilę wytchnienia a tymczasem moje młode sosny właśnie dzisiaj poddały się upałom. Widać prognoza pogody na kolejne dni całkiem wyssała z nich życiowe siły.

Oczywiście zrobiło mi się trochę smutno ale jak zawsze wrodzony optymizm szybko zwyciężył. Teraz snuję plany na przyszłą wiosnę i trochę bardziej zorganizowaną próbę sadzenia.
13:54, matheus.baere
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 maja 2006
Trzy rzeczy
Mówi się, że mężczyzna powinien w życiu dokonać trzech rzeczy:
  1. Wybudować dom
  2. Posadzić drzewo
  3. Spłodzić dziecko
Jeśli kupienie mieszkania można uznać za realizację pierwszego punktu to jestem już w dwóch trzecich mężczyzną :)

A wszystko przez leśny desant sosnowych nasion. Kilka z nich zabrało się z nami w drogę powrotną do Warszawy, schowane gdzieś we włosach i podręcznym bagażu. Ujęty ich determinacją przygotowałem małą doniczkę obawiając się, że stanie się ona ich miejscem wiecznego spoczynku. Jakież było moje zdziwienie gdy dzisiaj rano odkryłem pierwszy pęd wyrastający nieśmiało spośród kilku grudek czarnej ziemii.

Moja sosna ma już 8 milimetrów wysokości. Moja duma nie daje się tak łatwo zmierzyć.
23:53, matheus.baere
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 maja 2006
Powrót z lasu
Z ostatnich dziewięciu dni jedynie czwartek i piątek spędziliśmy w Warszawie.

Czuję się jakbym na stałe zamieszkał w lesie — gdy tylko zamknę oczy słyszę szum sosen kołysanych lekkich wiatrem, odgłos ciężkich kropel deszczu z rzadka rozbijających się o pokryty papą dach albo głęboką ciszę — taką jak można spotkać tylko z dala od cywilizacji.

Właśnie tę ciszę cenię sobie najbardziej. Pozwala mi osiągnąć spokój jakiego nie umiem odnaleźć w mieście. Pozwala pomyśleć dłuższą chwilę nad doborem właściwych słów. Pozwala zaakceptować rzeczy jakimi są, uwolnić się od żądzy zmian.

Szkoda tylko, że Żona nie jest aż taką fanatyczką leśnych wyjazdów — raczej nie namówię Jej na wakacje w głuszy. Z drugiej strony, w ostatnim tygodniu powstało niejedno leśne haiku, może w wakacje należy dać szansę innym rejonom duszy.
19:00, matheus.baere
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 kwietnia 2006
Otwarcie sezonu
Czyli początek lasu w wersji prozaicznej.

Pojechaliśmy wczoraj przygotować leśny domek na kolejne wizyty. Początek jak zawsze był trudny — odkurzanie pajęczyn, ścieranie półrocznej warstwy kurzu, wnoszenie całego bagażnika garnków, talerzy, szklanek, pościeli i czego tam jeszcze nie było...

Szczęśliwie na koniec znaleźliśmy chwilkę by nacieszyć się lasem. Stojąc na wilgotnej ścieżce, objęci nie tylko z powodu podnoszącego się z ziemi chłodu, patrzyliśmy w dal [1]. Obraz budzącego się do nowego życia lasu znakomicie koi zmęczenie Warszawą i codzienną gonitwą. Niezliczone pąki, niektóre już rozpościerające pierwsze, intensywnie zielone listki; wszystkie kurczowo trzymające krople wody pozostałe po wcześniejszym deszczu. Nie sposób w takiej chwili nie wyciszyć się i nie skupić na pięknie obecnej chwili.

Wracaliśmy pełni energii i planów na kolejny weekend.

Przypisy:
[1] Działka leży w oderwaniu od typowych terenów rekreacyjnych. Ponieważ dodatkowo jest nieogrodzona więc widok lasu pozostaje nieskażony.
12:25, matheus.baere
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 kwietnia 2006
Miejsca magiczne, część I
Gołębnik, ul. Gołębia 5, Kraków — tam zaczęła się magia.

Przyjeżdzając [1] 18 stycznia '97 na 22 urodziny B., najlepszego kolegi [2] z dawnego podwórka, nie podejrzewałem, że ten dzień odmieni moje życie. Włócząc się po Rynku w oczekiwaniu na imprezę porządnie zmarzłem. Wstąpiłem więc do Gołębnika skuszony wizją ciepłej herbaty, która nie zrujnuje biednego studenta. Zająłem ostatni wolny stolik, powoli sączyłem gorący napój.
– Czy mogę się dosiąść? – usłyszałem nagle.
– Oczywiście, proszę. – zareagowałem automatycznie, dopiero po chwili dostrzegając czarodziejski uśmiech.
Nieznajoma zaczęła niezobowiązującą rozmowę, szybko okazało się że mieszkamy w Warszawie raptem kilka ulic od siebie. Nie wiem jak zdobyłem się na odwagę i poprosiłem o numer telefonu — ale stało się.

Co było później? Później poezja uratowała mi życie.

Przypisy
[1] Mieszkałem już wtedy w Warszawie, rzucony tutaj/tam pogonią rodziny za chlebem.
[2] Nazywam go tutaj B. gdyż był wielkim fanem Bilbo Bagginsa — do tego stopnia, że uważał jedenaście za liczbę magiczną i od zawsze oznajmiał wszystkim, że to 22 a nie 18 urodziny będzie obchodził uroczyście.
22:12, matheus.baere
Link Komentarze (1) »
czwartek, 13 kwietnia 2006
Poezja ratuje życie
I cóż ja bym począł bez Żony?

Naszło mnie ostatniego wieczora wspomnienie naszych pierwszych wspólnych chwil.
Nieśmiały Mateusz odprowadza niedawno poznaną studentkę polonistyki, zapatrzony w Jej czarodziejski uśmiech ledwo widzi świat dookoła. Razem wchodzą do napotkanego pubu, Mateusz nerwowo wyławia z kieszeni karteczkę z kilkoma wierszami Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Próbuje udawać, że znalazł je ot tak sobie, że nie sugerują przecież niczego. Lęk przed odmową nie pozwala mu przyznać, że wybierał je całą poprzednią noc.

Zasnąłem szczęśliwy, że już nie muszę się bać — poezja uratowała mi życie.
22:58, matheus.baere
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 kwietnia 2006
Bądźmy szczęśliwi
To niesamowite jak wiele szczęścia może dać jeden uśmiech.

Za oknem szare chmury całkowicie zasłaniają niebo, wiosna zapomniała o kolorowaniu świata, smutni i ociężali ludzie wracają po kolejnym poniedziałku w pracy. Jednym słowem — beznadzieja.
Ale wystarczy, że przypomnę sobie poranny uśmiech Żony, lekko zaspane oczy i ciepłe usta układające się w przelotne "dzień dobry" a od razu powracam do życia. Uśmiechnięty.
19:37, matheus.baere
Link Komentarze (1) »
sobota, 08 kwietnia 2006
O sobie samym
Raczej dla współczesnych niż dla potomności...

Nazywam się Mateusz Miśko, mam 30 lat, pochodzę z Krakowa. Od 3 kwietnia 2004 jestem szczęśliwym mężem, niedługo mam nadzieję zostać szczęśliwym ojcem.

Czasem piszę prozą (chociażby tutaj), czasem jestem niespełnionym poetą i próbuję uchwycić świat w haiku.

Wszystkich, którym nieobce jest poczucie wrażliwości serdecznie zapraszam.
19:33, matheus.baere
Link Komentarze (1) »