RSS
niedziela, 23 kwietnia 2006
Otwarcie sezonu
Czyli początek lasu w wersji prozaicznej.

Pojechaliśmy wczoraj przygotować leśny domek na kolejne wizyty. Początek jak zawsze był trudny — odkurzanie pajęczyn, ścieranie półrocznej warstwy kurzu, wnoszenie całego bagażnika garnków, talerzy, szklanek, pościeli i czego tam jeszcze nie było...

Szczęśliwie na koniec znaleźliśmy chwilkę by nacieszyć się lasem. Stojąc na wilgotnej ścieżce, objęci nie tylko z powodu podnoszącego się z ziemi chłodu, patrzyliśmy w dal [1]. Obraz budzącego się do nowego życia lasu znakomicie koi zmęczenie Warszawą i codzienną gonitwą. Niezliczone pąki, niektóre już rozpościerające pierwsze, intensywnie zielone listki; wszystkie kurczowo trzymające krople wody pozostałe po wcześniejszym deszczu. Nie sposób w takiej chwili nie wyciszyć się i nie skupić na pięknie obecnej chwili.

Wracaliśmy pełni energii i planów na kolejny weekend.

Przypisy:
[1] Działka leży w oderwaniu od typowych terenów rekreacyjnych. Ponieważ dodatkowo jest nieogrodzona więc widok lasu pozostaje nieskażony.
12:25, matheus.baere
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 kwietnia 2006
Miejsca magiczne, część I
Gołębnik, ul. Gołębia 5, Kraków — tam zaczęła się magia.

Przyjeżdzając [1] 18 stycznia '97 na 22 urodziny B., najlepszego kolegi [2] z dawnego podwórka, nie podejrzewałem, że ten dzień odmieni moje życie. Włócząc się po Rynku w oczekiwaniu na imprezę porządnie zmarzłem. Wstąpiłem więc do Gołębnika skuszony wizją ciepłej herbaty, która nie zrujnuje biednego studenta. Zająłem ostatni wolny stolik, powoli sączyłem gorący napój.
– Czy mogę się dosiąść? – usłyszałem nagle.
– Oczywiście, proszę. – zareagowałem automatycznie, dopiero po chwili dostrzegając czarodziejski uśmiech.
Nieznajoma zaczęła niezobowiązującą rozmowę, szybko okazało się że mieszkamy w Warszawie raptem kilka ulic od siebie. Nie wiem jak zdobyłem się na odwagę i poprosiłem o numer telefonu — ale stało się.

Co było później? Później poezja uratowała mi życie.

Przypisy
[1] Mieszkałem już wtedy w Warszawie, rzucony tutaj/tam pogonią rodziny za chlebem.
[2] Nazywam go tutaj B. gdyż był wielkim fanem Bilbo Bagginsa — do tego stopnia, że uważał jedenaście za liczbę magiczną i od zawsze oznajmiał wszystkim, że to 22 a nie 18 urodziny będzie obchodził uroczyście.
22:12, matheus.baere
Link Komentarze (1) »
czwartek, 13 kwietnia 2006
Poezja ratuje życie
I cóż ja bym począł bez Żony?

Naszło mnie ostatniego wieczora wspomnienie naszych pierwszych wspólnych chwil.
Nieśmiały Mateusz odprowadza niedawno poznaną studentkę polonistyki, zapatrzony w Jej czarodziejski uśmiech ledwo widzi świat dookoła. Razem wchodzą do napotkanego pubu, Mateusz nerwowo wyławia z kieszeni karteczkę z kilkoma wierszami Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Próbuje udawać, że znalazł je ot tak sobie, że nie sugerują przecież niczego. Lęk przed odmową nie pozwala mu przyznać, że wybierał je całą poprzednią noc.

Zasnąłem szczęśliwy, że już nie muszę się bać — poezja uratowała mi życie.
22:58, matheus.baere
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 kwietnia 2006
Bądźmy szczęśliwi
To niesamowite jak wiele szczęścia może dać jeden uśmiech.

Za oknem szare chmury całkowicie zasłaniają niebo, wiosna zapomniała o kolorowaniu świata, smutni i ociężali ludzie wracają po kolejnym poniedziałku w pracy. Jednym słowem — beznadzieja.
Ale wystarczy, że przypomnę sobie poranny uśmiech Żony, lekko zaspane oczy i ciepłe usta układające się w przelotne "dzień dobry" a od razu powracam do życia. Uśmiechnięty.
19:37, matheus.baere
Link Komentarze (1) »
sobota, 08 kwietnia 2006
O sobie samym
Raczej dla współczesnych niż dla potomności...

Nazywam się Mateusz Miśko, mam 30 lat, pochodzę z Krakowa. Od 3 kwietnia 2004 jestem szczęśliwym mężem, niedługo mam nadzieję zostać szczęśliwym ojcem.

Czasem piszę prozą (chociażby tutaj), czasem jestem niespełnionym poetą i próbuję uchwycić świat w haiku.

Wszystkich, którym nieobce jest poczucie wrażliwości serdecznie zapraszam.
19:33, matheus.baere
Link Komentarze (1) »